Roman Guzek

Nieświadomy tego co Jezus może zrobić w życiu

         Moja historia z racji podobieństwa kulturowego i religijnego dla wielu osób może się wydawać standardowa. Wychowywałem się w standardowo wierzącej rodzinie. Na ile pamiętam zawsze chodziłem do Kościoła, przyjąłem Pierwszą Komunię Św, później było Bierzmowanie. Nazywam to podejście standardowym, bo u nas w domu niezbyt dużo mówiło się o Bogu a wiem, że tak jest w wielu polskich rodzinach. Nie pamiętam, że przyjęcie sakramentu bierzmowania spowodowało jakiś dramatyczny zwrot w moim życiu. Będąc w liceum pisałem taki dziennik/pamiętnik i pamiętam, że tam zapisałem jako mój cel/pragnienie – nawiązać dobrą relację z Bogiem. Już samo to, że coś takiego napisałem świadczy o tym, że ze swojej zadowolony nie byłem, bo na ile pamiętam to w liceum moja modlitwa polegała na odmawianiu wyuczonych wcześniej formuł. Najpewniej pozwoliłem na obumarcie tej relacji przez różne zaniedbania i błędne wybory.

W każdym razie przychodząc na studia do Poznania na Akademię Ekonomiczną przeglądałem ofertę jaką przedstawia uczelnia. Zobaczyłem przedstawienie się jednej organizacji chrześcijańskiej "Ruchu Akademickiego Pod Prąd": "Pragniemy żyć w dobrej relacji z Bogiem i chcemy się też tym dzielić". Zainteresowałem się tym i po koncercie z Ireneuszem Krosnym chętnie spotkałem się, żeby porozmawiać właśnie o przyjaźni z Bogiem. Chłopaki opowiedzieli mi o dwóch rzeczach: o Ewangelii i o swojej historii. Historii o tym jak ktoś mówi o swojej wierze mało słyszałem. Z zaprezentowanych przez nich rzeczy większość już znałem. Mianowicie słyszałem w Kościele, że Bóg mnie kocha, że jest grzech i dosyć dużo słyszałem o Jezusie. Natomiast to co było dla mnie nowością to to, że prawdziwa przyjaźń z Bogiem zaczyna się od osobistej decyzji zaproszenia Jezusa do serca/życia i też oddania mu miejsca centralnego/tronu. Na pytanie czy taką osobistą decyzję podjąłem nie potrafiłem odpowiedzieć. I też nie byłem jej w stanie jeszcze podjąć. Zacząłem poznawać innych wierzących znajomych i też przerabialiśmy sobie takie studia biblijne o Jezusie. Myślę, że najbardziej przemówiła do mnie radość jaka emanowała z twarzy tych moich nowo poznawanych znajomych. Oni radowali się mówiąc o swoim Przyjacielu i mieli ten spokój wewnętrzny którego mi brakowało. No bo dosyć dużo do tej pory porównywałem się z innymi ludźmi i nie miałem dobrego poczucia własnej wartości. A tu w pewnym momencie słyszę, że Bóg kocha mnie tak mocno, że wie, ile mam włosów na głowie! To było mocne.

Do osobistej modlitwy do Pana Jezusa z naciśnięciem mu klamki do drzwi mojego życia potrzebowałem trochę czasu. Przedziwna rzecz, że będąc w Kościele miałem problem ze świadomą decyzją zwrócenia się ku Jezusowi, no ale tak było. Zacząłem o Nim czytać, nie tylko z Nowego Testamentu. W tamtym okresie miały też miejsce dwa wydarzenia: 1 Moje radio samo się włączyło i wyłączyło z fragmentem piosenki Wilków: "tak niewiele potrzeba do szczęścia" i też na dworcu PKP spotkałem chłopaka z pierścieniem rybą, który dał mi kartkę z wersetem biblijnym i życzeniem, aby w moim sercu narodził się Pan Jezus Chrystus. 

Pomodliłem się świadomie tą modlitwą jaka była w broszurce: "Przyjaźń z Bogiem". Pamiętam, że pojawił się spokój wewnętrzny i pewność, że wiem, gdzie jest teraz Jezus w moim życiu.

Po pewnym czasie zaczęło się pojawiać pragnienie poznawania Boga w Piśmie Św. Dużo wcześniej tj. gdy miałem 15 lat postanowiłem sobie, że przeczytam całe Pismo Św. ale zatrzymałem się na Księdze Kapłańskiej i stwierdziłem, że tego nie da się czytać. A tu nagle pragnienie czytania Pisma Św. pojawia się samo z siebie. Moja modlitwa też zaczęła być bardziej osobista. Zacząłem też interesować się tym co mówi Kościół. Po pewnym okresie zaczęła się coraz bardziej uwidaczniać wewnętrzna radość z tego, że znam Boga osobiście. Pamiętam, że będąc w kościele tak się radowałem, iż aż sam się sobie dziwiłem. Było to jakby zmartwychwstanie mojej wiary.

Będąc na III roku studiów nie spodziewałem się, że doświadczę porażki w relacji z pewną dziewczyną. Znajomość do pewnego momentu rozwijała się ale nie spodziewałem się, że w pewnym momencie pojawi się wręcz jakaś taka fizyczna blokada w moim ciele. Pewien spowiednik wyjaśnił mi, że natrętne myśli, których doświadczałem w powiązaniu z tą fizyczną dolegliwością były chorobą – a konkretnie nerwicą natręctw. Przyczyną zaistnienia był lęk jakiego doświadczałem kilka lat wcześniej.

Będąc w 2010 roku jako ewangelizator na Przystanku Jezus kupiłem książkę „Jezus żyje”. Opowiadała ona o niezwykłych cudach uzdrowień jakich dokonywał Jezus na publicznych nabożeństwach i mszach z modlitwą o uzdrowienie w trakcie posługi kanadyjskiego księdza Emiliana Tardiffa. Była tam modlitwa oddania Bogu wszystkich swoich dolegliwości. Ja oddałem mu tą, ale też i inną dotyczącą deformacji pewnych narządów.

Było to pod koniec lipca 2010 roku. W sierpniu na takiej właśnie mszy z modlitwą o uzdrowienie na której byłem nic się nie wydarzyło. Na wrześniowej modliłem się najpierw o moich bliskich w rodzinie o których wiedziałem, że im coś dolega. Potem na wystawieniu Najświętszego Sakramentu powiedziałem Jezusowi: Panie to mi jednak przeszkadza, w sensie, że te natrętne myśli, które towarzyszyły mi też na tej mszy przeszkadzały mi.

Po chwili osoba, która prowadziła modlitwę mówi do mikrofonu: Jest wśród nas dwóch mężczyzn, u których stwierdzono nerwicę, teraz Pan Jezus przychodzi do tych dwóch mężczyzn ze swoim uzdrowieniem. Pragnie, żeby życie tych mężczyzn się zmieniło.

Gdy on to mówił ja poczułem wyraźne chłodne dotknięcie z tyłu głowy, jakby przechodzące przez moją czaszkę docierającą głębiej, do wewnątrz, dalej przechodzące przez mostek, żołądek i dotykające również tej drugiej sprawy.

Oczywiście padłem na kolana i rozpłakałem się, uwielbiałem Boga w tym czasie. Po mszy nie miałem odwagi zaświadczyć o tym. Zaświadczyłem o wszystkim publicznie po dłuższym okresie od tamtego pamiętnego wrześniowego wieczoru.

Dziś na co dzień modlę się rano, czytam Słowo Boże, pomagam we wspólnocie. Miałem też okazję pomóc w zaproszeniu Jezusa do życia jednemu chłopakowi, który po tej decyzji przeżył już na początku tą wielką radość jaka u mnie pojawiła się dopiero po pewnym czasie od decyzji.

Relacja z Jezusem Chrystusem jest dla Ciebie. Ja nie byłem świadom tego co On może uczynić, teraz już jestem!

— Read more —
Contact me Learn more about Jesus

Similar stories