Szymon Ossowski

Strzyżów, Poland

Śpiewaj,kochaj i służ =D

Jestem Szymon. Mam 19 lat i póki co z zapartym tchem oczekuję na wyniki maturalne i wiadomość czy zgodnie z moimi planami zostanę studentem medycyny. Na co dzień – jeszcze jako uczeń strzyżowskiego liceum udzielałem się artystycznie, śpiewałem na akademiach, konkursach. Śpiewam też psalmy w kościele, a w tym roku miałem ogromną przyjemność wyśpiewywać chwałę Panu na koncercie Jednego Serca Jednego Ducha w Rzeszowie J Co robię jak nie śpiewam? ;p Służę. Jak każdy służę codziennym, zwykłym życiem swoim bliskim- nie jest to zawsze łatwe kiedy się ma pięcioro młodszego rodzeństwa. Ale służę także w inny, mniej spotykany wśród chłopaków- moich rówieśników sposób. Służę Bogu przy ołtarzu- od 9 lat jestem ministrantem a od roku mam zaszczyt nosić krzyż animatorski i przekazywać tajniki LSO młodszym chłopakom.  A kocham? Każdy już pewnie się domyśla o co, a raczej o kogo chodzi J Mam dziewczynę- Martynę, a dzieląc się moim świadectwem chciałbym skupić się szczególnie na wydarzeniu, które zebrawszy wszystkie trzy tytułowe aspekty, odmieniło moje spojrzenie na życie. Pielgrzymka- dam radę, będzie fajnie, sprawdzę czy dam radę przejść 300 km w 30 stopniach albo w ogromnej ulewie, będę się dużo modlił i śpiewał, spędzę czas z przyjaciółmi– to tylko niektóre z wielu myśli które przewinęły się przez moją głowę dwa lata temu pod koniec lipca i na początku sierpnia. Towarzyszyły mi one zawsze kiedy myślałem o pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. A w 2014 roku myślałem o niej szczególnie intensywnie bo sam się na nią wybierałem. Wiedziałem że to ogromna przygoda, tak fizyczna jak i duchowa. Ale nie wiedziałem, że aż taka. Dając świadectwo o mojej – już dwukrotnej – wędrówce na pielgrzymkowym szlaku chcę przede wszystkim powiedzieć, że warto. Powiecie- przecież to też modlitwa, też śpiewanie pieśni, też nabożeństwa i też Bóg- tak samo jak co niedziela w kościele. Tak, to prawda-z tą tylko MAŁĄ różnicą że to wszystko na pielgrzymce dzieje się i jest w drodze. Jak napisał Paulo Coelho w książce o tytule bardzo bliskim mojej jasnogórskiej przygodzie: „Gdziekolwiek zapragniesz ujrzeć oblicze Boga, tam je zobaczysz.” (Pielgrzym) To też prawda, ale nigdzie nie zobaczysz Boga tak wyraźnie jak będąc w drodze i doświadczając jej trudów. Wiedział już o tym Naród Wybrany wędrując do Ziemi Obiecanej, a przekonałem się o tym także ja.

Jak wiemy Bóg jest wszędzie, otacza nas. Lecz szczególny Jego obraz( w końcu stworzył nas na swoje podobieństwo) znajdziemy w drugim człowieku. Poznamy Go w zachowaniu, cechach charakteru kolejach losu naszych przyjaciół, bliskich, a nawet osób całkiem nam obcych. Jak mówi polskie przysłowie- prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Ja pokusiłbym się o jego parafrazę i powiedziałbym- prawdę o ludziach poznajemy w biedzie. Właśnie do tego zmierzam- na pielgrzymce doświadczyłem, w sposób co prawda dla mnie- młodego człowieka brutalny- że to właśnie w „biedzie” najlepiej poznajemy ludzi, naszych bliskich. Posłuchajcie…

Był lipiec 2014 roku, a raczej jego końcówka. Już dawno razem z moją dziewczyną- Martyną postanowiliśmy , że pójdziemy razem na pielgrzymkę. Byliśmy bardzo podekscytowani- Martyna może mniej bo to była Jej druga pielgrzymka i to też dzięki Jej zachętom wybrałem się i ja. Cieszyliśmy się, że razem będziemy ,przez 10 dni- wędrując 300km, modlić się ale także przeżywać wielką jak się potem okazało przygodę, a także wielkie rekolekcje dla nas obojga. Zachęciliśmy kilkoro znajomych, spakowaliśmy się i  4 sierpnia wyruszyliśmy spod rzeszowskiej Fary do Częstochowy. Podczas pielgrzymki połączyliśmy przyjemne z pożytecznym, bo lubimy śpiewać a na trasie byliśmy muzycznymi, czyli mniej lub bardziej ( haha =D ) umilaliśmy czas naszym braciom z grupy  św. Andrzeja, a przede wszystkim modliliśmy się- i to podwójnie J. Pierwsze kilka dni, kiedy jeszcze mieliśmy pod dostatkiem energii i trudy pielgrzymki nie dawały się nam we znaki, były wspaniałe. Niestety gdzieś po czwartym dniu coś między nami zaczęło się sypać. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły i rozwodzić się nad tym tematem, więc powiem krótko- nie dogadywaliśmy się na trasie, nasza obecność był da nas obojga raczej irytująca niż pokrzepiająca. Dodatkowo naszej sytuacji nie polepszał fakt, że obydwoje byliśmy muzycznymi. Koniec końców po wielu odbytych na trasie spinach po pielgrzymce rozeszliśmy się. To jedno zdanie, jedna myśl, ale wierzcie- zmieniła w moim życiu bardzo dużo. Poczułem pustkę, jakoś nie mogłem się krótko mówiąc ogarnąć. Czas rozstania była dla nas czasem ogromnej próby. Musieliśmy wiele rzezy przedyskutować, a potem na spokojnie przemyśleć. Ale koniec końców daliśmy sobie szansę i udało się J  Ale spokojnie- ta historia ma happy end- wróciliśmy do siebie i dziś znów jesteśmy razem- ja i Martyna. I wierzcie- nie chcę tutaj kreować jakiejś romantycznej, przesłodzonej historii miłosnej. Po tym jak do siebie wróciliśmy na nowo doceniliśmy uczucie nas łączące, można powiedzieć- na nowo zakochałem się w Martynie a Ona we mnieJ Nie żałuję, bo było to wspaniałe uczucie i spełnienie moich popielgrzymkowych  modlitw. One się spełniają- wierzcie mi.  Co ciekawe- rok później, w sierpniu „wsiedliśmy na konia z którego spadliśmy” i tym razem udało się- pielgrzymka w 2015 roku była dla nas, wspaniałym, pokrzepiającym nasz związek przeżyciem- jak poprzednia zresztą, tyle, że 13 sierpnia 2015 roku wciąż byliśmy parą ;p

Ktoś kto czyta moje świadectwo może pomyśleć- „no kurcze- gość chce się pochwalić, że wrócił do dziewczyny, czy co?” Nic bardziej mylnego. Cieszę się z tego- owszem- i to bardzo, ale tą historią chcę zainspirować młodych ludzi, którzy mają dziewczynę albo chłopaka. Słuchajcie moi rówieśnicy: chcecie poznać swoje drugie połówki? Na pewno. Więc…. Teraz pewnie chcielibyście żebym napisał idźcie na romantyczną kolację, idźcie do kina, itp. Niestety zawiodę Was i powiem:  IDŹCIE NA PIELGRZYMKĘ ! Haha tak – dobrze przeczytaliście- na pielgrzymkęJ Jak wspomniałem na początku - prawdę o ludziach poznajemy w biedzie. I nie ponawiam tu tego stwierdzenia jakobym twierdził, że po pielgrzymce stwierdziłem- „kurcze, ta Martyna to nie jest ta jedyna, koniec z tym”. Nie, nie, nie - tak nie było. Po prostu podczas pielgrzymki odkryliśmy, że potrzebujemy czasem chwili tylko dla siebie samych, czasu refleksji i, że bez niego, bez akceptacji tych „samotników” drzemiących w nas nie będziemy razem. Wiem z własnej perspektywy jak to jest zakochać się. To wspaniałe uczucie nadające naszemu życiu głębszy sens. Ale jak to często bywa i jak mawiają nas rodzice (słuchajcie ich- oni wiedzą co mówią) miłość zakłada nam na oczy różowe okulary i no właśnie- czy będąc pod jej wpływem zauważamy wszystko? Otóż nie- pomijamy bardzo istotne sprawy. Jeśli je już zobaczymy lepiej zrozumiemy zachowania naszych najbliższych i pokochamy ich pełniej. Więc młodzi, starsi, starzy- wszyscy zakochani po uszy- chodźcie na pielgrzymkę i umacniajcie swoje związki! Powiem tak- zaproście Pana Boga do swojego związku.  Nie pożałujecie – zaufajcie mi J

Szymon

— Read more —
Contact me Learn more about Jesus

Similar stories