Anna Kościelak

Powrót do życia z ludźmi - tu i teraz.

 Dzieci są zawsze prawdziwe i nie zakładają masek. Oczywiście nie pamiętam tego ale z opowiadań wiem, że od urodzenia byłam bardzo radosnym, uśmiechniętym i odważnym dzieckiem. Nie bałam się ludzi. Kiedy urodził się mój brat zaczepiałam podczas spaceru obcych żeby się tym pochwalić.

Nie wiem dokładnie w którym momencie tamto dziecko bardzo się zmieniło. W gimnazjum albo jeszcze wcześniej. Pewność siebie i otwartość dla ludzi zaczęły ustępować lękowi, głównie o to co inni uważają na mój temat. Rezygnowałam z ryzyka i coraz bardziej się wycofywałam, żeby nie być zranioną. W głowie stworzyłam sobie własny, lepszy świat. Wspomagałam się historiami z książek, filmów oraz muzyką której prawie bez przerwy słuchałam. W gimnazjum miałam już tylko jedną przyjaciółkę i tylko dlatego, że ona też nie mogła się odnaleźć w grupie, bo przeprowadziła się do nas z innego osiedla.  Reszta ludzi z mojej klasy, mniej lub bardziej mnie przerażała. Nikt się nade mną nie znęcał po prostu byłam trochę odsunięta a strach sama w sobie budowałam. Większość czasu żyłam w wirtualnym świecie mojej wyobraźni. Po co miałam zdejmować słuchawki skoro tamten świat był lepszy i nie chodzi o to, że był wyidealizowaną utopią ale, że tam byłam akceptowana.

Pan Bóg o każdego walczy i nawet teraz cały czas jeszcze trwa akcja ratunkowa i tylko On wie kiedy się skończy ale jest już o niebo J lepiej. Paradoksalnie właśnie dzięki ludziom. Chociaż w gimnazjum był taki czas kiedy wmówiłam sobie że nikogo nie potrzebuję, bardzo raniłam swoją naturę ponieważ są dla mnie bardzo ważni.

Po bierzmowaniu rodzice namówili mnie na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Za pierwszym razem byłam wciąż zbyt zamknięta żeby trzymać się z kimkolwiek innym niż z moją rodziną. Ale nastąpił jakiś przełom we mnie ponieważ po roku postanowiłam pójść jeszcze raz i to całkiem sama. Ludzie na pielgrzymce namówili mnie na wspólnotę. Ostatecznie przez moją pomyłkę trafiłam nie do tej co miałam ale to też pewno sprawka Pana Boga J. Na początku i tak byłam wystraszona ale obecność innych przełamywała we mnie kolejne bariery. Pomimo tego, że nadal moją głową kierują myśli o tym co inni uważają na mój temat jestem wstanie wyjść przed ludzi i opowiadać im o działaniu Boga w moim życiu i można to uznać za mały cud. Jestem też przekonana, że to On jest tym Opiekunem, który z góry kieruje moim powracaniem do bycia tamtą małą, odważną i otwartą na świat dziewczynką. Chwała Panu!

— Read more —
Contact me Learn more about Jesus

Similar stories