Beata Szewczyk

Byłam alkoholiczką

21 maja 2011 byłam w przeddzień wyjścia z oddziału detoksykacyjnego w szpitalu w Nowym Targu. Miałam 35lat, byłam w 3 miesiącu ciąży. Pierwsze od kilku lat 10 dni bez alkoholu były za mną.

Tamtego wieczora modliłam się w szpitalnej kaplicy. Rozczarowana sobą, złamana, przerażona. Bałam się wyjścia na zewnątrz. Przeraźliwie bałam się, że nie uda mi się nie napić po powrocie do domu. Modliłam się już jakąś chwilę, nie mogłam powstrzymać łez. 

Powiedziałam: Boże mój, weź mnie za rękę i prowadź jak dziecko, bo bez Ciebie nie dam rady. Tylko Ty możesz mi teraz pomóc. Błagam Cię kieruj i daj mi znaki, ale takie znaki, żebym je mogła dostrzec.

Wtedy podniosłam głowę i nagle zobaczyłam na ołtarzu obraz Miłosierdzia Bożego. Te oczy… te oczy patrzyły na mnie z miłością, ta twarz uśmiechała się do mnie z miłością. Zaraz potem zwróciłam uwagę na napis pod obrazem. Przeczytałam JEZU UFAM TOBIE. No tak! Po prostu mam Ci zaufać a będzie dobrze! 

TO DOPIERO BYŁ ZNAK! I tak szybko! Nawet dziś, wspominając ten moment czuję to samo wzruszenie. Niewiele wiedziałam wtedy o Bogu, w swoim przeświadczeniu miałam Go za Boga sądnego i odległego, ale wtedy w moje serce wlała się nadzieja. Poczułam się utulona przez Boga. Zaopiekowana w Jego ramionach. Już nie osamotniona.

Przez kolejne miesiące zaczęłam dostrzegać, że wielokrotnie już wcześniej pojawiał się w moim życiu. Regularnie piłam już od ok.14 lat, bezustannie ok.6. Jakiś rok zanim stałam się pacjentką tzw. „detoksu” poczułam potrzebę modlitwy. Nie umiałam się zdyscyplinować, miałam poczucie winy. Podczas jednego z świąt w naszym kościele była możliwość złożenia przysięgi modlitwy za nienarodzone dziecko przez okres 9 miesięcy. Zdecydowałam się więc, aby mieć doping a i idea mi się podobała. Dzisiaj to śmieszne, ale pamiętam jak początkowo wstydziłam się w domu, że się modlę, jak trudno było mi zaprosić dzieci do wspólnej modlitwy.

W pewnym momencie do zestawu dołączyłam modlitwę za trzeźwość z myślą o moim ojcu, ale po jakimś czasie coraz częściej myślałam o sobie. Czułam, że coś nie gra, że może też piję za dużo. Jako alkoholiczka umiałam szybko odrzucić takie refleksje, aby móc spokojnie wrócić do picia, ale gdzieś głęboko w duszy nieustannie słyszałam ten głos, który ja wtedy nazywałam wyrzutem sumienia.

W marcu okazało się, że jestem w ciąży. Przeszło mi przez myśl, że to odpowiedź Boga na moje modlitwy. Nie do końca podobał mi się ten plan, z mężem mieliśmy już trójkę. Dzieci już dorastały a mnie marzyła się „wolność”. Czwarte?-pytałam, ale ok, niech będzie. Byłam przekonana, że nie będę pić w czasie ciąży. Okazało się to niemożliwe. Codziennie obiecywałam sobie, że to już ostatni raz, że  jutro już nie będę pić, ale jutro znów piłam. Często płakałam już robiąc sobie drinka, ale dalej piłam. Jednego wieczoru, pamiętam, nie chcąc złamać przysięgi modliłam się kompletnie pijana na łóżku w pokoju dzieci. Nie wiem czy krzyczałam fizycznie, ale w sercu wołałam: Boże pomóż mi, bo ja już nie daję rady! Popadałam w coraz głębszą depresję, jakby ogarniał i zasysał mnie mrok, ból i rozpacz. Często myślałam wtedy o śmierci, ciągle miałam wrażenie, że rychło umrę.

Ostatkiem chęci do życia zdecydowałam się pójść do psychiatry. Ten, przez wzgląd na ciążę, skierował mnie do psychologa. Pani psycholog natomiast po kilku wizytach zasugerowała terapię uzależnień. 8 maja piłam po raz ostatni, 9go spóźniona i skacowana pojawiłam się w budynku terapii. Miałam 0,2 promila. Usłyszałam wtedy słowa, których chyba nigdy nie zapomnę: Dla mnie Pani może się zapić nawet i na śmierć, ale Pani ma dziecko w łonie. Jeśli do trzech dni nie zgłosi się Pani na oddział detoksykacyjny, jako pracownik społeczny będę musiała zgłosić to na prokuraturę. Jak ja jej wtedy nienawidziłam. Chciałam z nią walczyć, podać ją do sądu, ale powiedziałam też do męża: Kochanie, ja modliłam się do Boga o pomoc. A jeśli On mi właśnie pomaga?

Pomagał Podczas hospitalizacji na „detoksie” usłyszałam świadectwo innego alkoholika, który dał mi nadzieję opowiadając również o swoim trzeźwym już życiu i zechciałam żyć tak jak on. 

Dziś, po 4,5 roku trzeźwości, patrząc wstecz widzę misterny plan Boży. Wielką odpowiedź na krótką modlitwę. Jego prowadzenie, Jego głos w sercu, ludzi, których spotykałam na swojej drodze. Nawet fakt zagrożenia prokuraturą był dla mnie zbawienny przez pierwsze 6 miesięcy terapii, bo dzięki temu nie odważyłam się zrezygnować.

Depresja minęła w ciągu kliku miesięcy, związana była z piciem alkoholu. W ciągu pierwszego roku odzyskałam zaufanie męża i zyskałam w jego oczach. Dzieci  dzieci już się mnie nie boją. Mam kochającą się rodzinę, zwartą mimo przeciwności życia. A ja? Rano nie muszę żałować, że się obudziłam. Odzyskałam poczucie godności. Nie muszę kłamać, oszukiwać, kombinować ale przede wszystkim nie czuję się już sobą rozczarowana. Mogę uśmiechnąć się do lustra. Uśmiecham się też do Ciebie, Boże, bo uratowałeś mnie i nigdy mnie nie poddałeś. Jesteś taki kochany!

Jeśli masz podobny problem, jeśli jest Ci w życiu smutno i źle, napisz do mnie ...albo zamknij teraz oczy i pomyśl, że On jest tuż przy Tobie, gotowy aby Ci pomóc, aby wziąć Cię za rękę, posadzić na kolanach... powiedz Mu o swoim bólu i daj się utulić, niech przyjdzie do Ciebie Miłość...

— Read more —
Contact me Learn more about Jesus

Similar stories

Close
Close
Close
Close